Smutny los cmentarza w Murowańcu

Pewnie nie wszyscy mieszkańcy Sołectwa wiedzą, że w Murowańcu i to w samym jego centrum znajduje się cmentarz ewangelicki. Jeszcze niedawno wyglądał zwłaszcza z lotu ptaka, a właściwie satelity tak :

W czasie akcji „Chryzantemy” organizowanej przez KGW Murowaniec Razem chryzantemy były składane w różnych miejscach pamięci w naszej gminie. Akcja ze wszech miar udana i pożyteczna:

W ramach tej akcji przypadło mi w udziale złożyć kwiaty na Murowanieckim cmentarzu. Znam to miejsce dość dobrze, więc widok który zastałem po prostu mną wstrząsnął. Droga dojazdowa zarośnięta trawą wysoką do kolan. A po wejściu na teren obraz nędzy i rozpaczy. Zresztą sami popatrzcie.

Rosnące wszędzie robinie, trawy i inne najróżniejsze rośliny. Grobów praktycznie nie widać. Posadzone nie tak dawno przez Gminę świerki Serby praktycznie wyginęły. Znów pieniądze wyrzucone w błoto. W zeszłym roku gmina rozpoczęła prace przy porządkowaniu cmentarza. Skoszono trawę, postawiono kontener aby to wszystko wywieźć. Niestety wszystko to zostało zarzucone. Obecnie hałdy ściętej roślinności porosły nową tworząc pagórki, a w zasadzie wertepy. Cmentarz wygląda jak dzikie wysypisko. Po istniejących jeszcze niedawno drzewach nie ma śladu. Być może zostały zaduszone przez chwasty a być może rozkradzione. A przecież nie musi tak być. Całkiem niedaleko nas w Brzózkach również ewangelicki cmentarz wygląda tak:

Można? Można. O czym świadczy wygląd naszego cmentarza? O nas świadczy. Tak po prostu wygląda „dusza Murowańca”. Wiem, że za utrzymanie cmentarza odpowiedzialność spoczywa na Gminie. Ale wiem też, że nie tylko gmina zajmuje się utrzymaniem cmentarza w Brzózkach. Sami mieszkańcy również przykładają się do tego aby wyglądał jak wygląda. A my po prostu o nim zapomnieliśmy. Ale Brzózki to inna społeczność. Znacznie mniejsza a co za tym idzie bardziej zżyta. Do tego mocno artystyczna. Kto nie był to warto się przejechać. To w końcu nie tak daleko od nas i na niedzielną wycieczkę w sam raz.

U nas pewnie się tak nie da. Dla większości mieszkańców ważne jest tylko to co na podwórku. Za płotem mogą tygodniami leżeć worki z zielonym czy plastikami. Trawa po pas też nie przeszkadza. Można zamknąć oczy jadąc i nie widzieć. Albo ponarzekać że Gmina nie posprzątała.

Brakuje tego, żeby na historię patrzeć kompleksowo. Jak zwykle nic nie jest czarne ani białe. Ale bardzo dbamy o pomnik Powstańców Wielkopolskich i słusznie, ale nie możemy zapomnieć, że nawet po pierwszej wojnie w Polsce żyli i mieszkali Niemcy ewangelicy pochowani na tym cmentarzu. Tego trochę zabrakło mi w książce Tomka Lubiatowskiego „Murowaniec wieś nad kanałem”. Międzywojnie to ostatni kawałek historii kiedy żyło tu wiele kultur i narodowości. Potem tylko mordy i eksterminacja i komunizm. A ostatnia pamiątka tego lepszego czasu zmienia się w wysypisko.

Teraz nie jest czas ku temu. Ale od wczesnej wiosny 2021 wszystkie organizacje Murowańca powinny się zjednoczyć w apelach do Gminy w sprawie uporządkowania tego terenu. To po prostu wstyd dla całej miejscowości. Gminy też A przy obecnym stanie nie ma szansy aby bez udziału Gminy coś zrobić. Wszystko jest tak zapuszczone, że bez pracy sprzętu, użycia chemii nie ma szansy na doprowadzenie cmentarza do choćby przyzwoitego stanu. A jeśli zostanie choć w podstawowym zakresie uporządkowany, to może uda się zmobilizować mieszkańców do wspólnego dbania o ten teren. To wszak historia tego miejsca gdzie tylu ludzi zdecydowało się osiedlić, wychować swoje dzieci i doczekać starości.

Naród który zapomina o swojej historii skazany jest na zagładę.

A historia naszej miejscowości nierozerwalnie związana jest z sąsiadami Niemcami. Lepszymi lub gorszymi, ale sąsiadami którzy spoczęli na tym cmentarzu. I nie nam ich sądzić. Nam trzeba dbać o tą historię. Bo czy się to komuś podoba czy nie to ona była. A wnioski wyciągnijmy sami.

Fotowoltaika – czego nie mówi się laikom

Hasłami o energii ze słońca atakowani jesteśmy zewsząd. Co chwilę znajdujemy w skrzynce zaproszenie na spotkanie, kontakt do handlowca czy inne reklamy. I nie ma wątpliwości. Jest to obecnie jedna z najczystszych metod pozyskiwania energii. Produkowana lokalnie w gospodarstwach domowych tworzy system rozproszony nie angażując wielkich sieci przesyłowych. Wielu z nas zapewne już poważnie myśli o wykonaniu instalacji. Zanim jednak podejmiecie decyzję zachęcam do zapoznania się z kilkoma aspektami technicznymi i ekonomicznymi aby uniknąć później rozczarowania. Często słychać w rozmowach, że instalacja zwróci się po 6 latach a nasze rachunki za prąd będą praktycznie zerowe. Czy to możliwe?

Na początek podstawowe dane:

  • Maksymalna moc instalacji dla prosumentów to 10 kW ale wymaga odbioru p-poż
  • Instalacja do 6kW nie wymaga takiego odbioru
  • Statystycznie dla gospodarstwa domowego wystarcza moc 2,5 kW
  • Jeśli nie zużyjemy produkowanej energii oddajemy ją do sieci operatora. W zamian za to możemy odebrać bezpłatnie 0,8 ilości energii którą oddaliśmy. Zasady wyliczeń na końcu artykułu.

Kilka warunków na które trzeba zwrócić uwagę:

  • Ustawienie naszego domu do kierunku świata
  • Układ dachu(kominy itp) oraz inne przeszkody powodujące zacienienie
  • Odległość od transformatora
  • Ilość instalacji fotowoltaicznych w okolicy

Te parametry dyktują nam jaki rodzaj sprzętu powinniśmy użyć. Inwestując w instalację fotowoltaiczną musimy zdawać sobie sprawę z tego że:

  • Albo mamy dobre warunki i szczęście, wówczas instalacja nie tylko zaoszczędzi nam pieniędzy, ale również możemy na niej po czasie zarobić.
  • Nie wszystko jest idealnie. Wówczas instalacja zarobi na siebie i zwróci się powiedzmy po 10 latach.
  • Mamy pecha. Instalacja prawie nie pracuje. Wydaliśmy niepotrzebnie pieniądze a zwrot będzie po 20 latach.

Opisane niedogodności nie mają na celu zniechęcić do założenia instalacji a jedynie uświadomić, że okres zwrotu może diametralnie różnić się od tego co przedstawi nam handlowiec, gdyż u każdego są inne warunki i będą się one zmieniały w czasie . No to po kolei.

Ustawienie domu

Ustawienie domu ma bardzo duże znaczenie. Wszyscy wiemy, że najlepiej jeśli mamy możliwość zamontowania paneli od południowej strony. Dach dwuspadowy w kierunkach wschód- zachód też może być, ale tu już drożeje nam instalacja. Jeśli i to odpada wówczas pozostaje nam instalacja naziemna. Ale nie każdy może sobie pozwolić na zainstalowanie paneli w ogródku. Poza tym będą one szybciej zacienione i ich roczna wydajność znacznie spadnie.

www.zielonae.pl

Nie opisuję przypadku możliwości instalacji od strony południowej. Jest oczywista. Północnej również nie. Jest bez sensu. Ale co z kierunkiem wschód-zachód? Możemy oczywiście pogodzić się z faktem, że nasza elektrownia produkuje prąd np tylko po południu. A jeśli nie, to musimy dobrać odpowiedni inwerter i zainwestować w większą ilość paneli. Cóż to takiego jest inwerter? To kluczowy element instalacji.

Odpowiada on za przetwarzanie prądu stałego o napięciu ok 600 V wytwarzanego przez panele, na prąd przemienny 230V jaki potrzebny jest nam w domu. Jest wiele parametrów tego urządzenia ale najważniejsze z nich to :

-Ilość obsługiwanych stringów ( ciągów paneli połączonych szeregowo)

– Sposób podłączenia do sieci jedno czy trzy fazowe

– Wyjście typu Hot Water

-Jakość oprogramowania

W tej chwili skupmy się na tym że musi obsługiwać kilka tzw stringów czyli ciągów. W naszym przypadku dwa. Większość z obecnie sprzedawanych ma taką możliwość ale warto o tym pamiętać. Kiedy słońce zajdzie z jednej strony domu i oświetli panele po jego drugiej stronie inwerter przełączy stringi zapewniając ciągłą dostawę energii.

Przeszkody terenowe.

Komin, drzewo czy inne przeszkody mogą w znaczący sposób ograniczyć wydajność naszej instalacji.

Eko Prime

Trzeba pamiętać, że panele łączone są szeregowo. Zacienienie jednego panelu powoduje, że przestaje on produkować prąd i blokuje działanie całego stringu. Zachowa się jak przepalona żaróweczka w lampkach choinkowych. Aby temu zapobiec stosuje się tzw. optymizery. Jest to urządzenie sterowane które pomija wyłączony panel. Przekazuje informację do inwertera aby ten skorygował swoje działanie. Jeśli więc mamy takową przeszkodę w oświetleniu paneli musimy zainwestować w te urządzenia ( po jednym do każdego panelu) gdyż może się okazać że nasza elektrownia przestaje pracować o określonej godzinie gdy komin zacieni jeden z paneli. Koszt może nie jest wielki bo około 250 zł za sztukę ale pomnożone przez ilość paneli …

Odległość od transformatora.

Wydawać by się mogło „co ma piernik do wiatraka”. Nic bardziej mylnego. Ale aby to rozumieć musimy skupić się na kilku podstawach elektrotechniki które postaram się w sposób przystępny przedstawić.

Prąd płynie od punktu o wyższym potencjale do punktu o niższym potencjale. Podobnie jak woda nie popłynie pod górkę.

Napięcie w sieci energetycznej wynosi 230 v z tolerancją +10% -15% to oznacza, że maksymalne napięcie w sieci może wynosić 253V

Na linii energetycznej napięcie spada wprost proporcjonalnie do jej długości i obciążenia. Aby sobie to łatwiej wyjaśnić posłużmy się przykładem i okrągłymi wartościami. Załóżmy, że mamy trzy domy podłączone jednofazowo do transformatora gdzie oporność linii wynosi odpowiednio 1,2 i 3 Ohmy jak na rysunku

Jeśli instalacja w domku najbliżej transformatora produkuje w danej chwili moc 2,3 kw to aby przesłać ją do sieci musi pokonać oporność 1 Ohma. 2,3kW przy napięciu 230V przy trasformatorzez oznacza że musi popłynąć prąd o natężeniu 10A. Aby było to możliwe inwerter musi podnieść napięcie o 10 V. Mamy więc w linii 240 V. Co więc w domku nr 2? Jego instalacja produkuje również 2,3kW. Aby przesłać je do sieci przy oporności sieci 2 Ohmy musi podnieść napięcie już o 20 V. Ale domek 1 podniósł już do 240 V. Więc może podbić jedynie do 253 a nie do 260 V. Więc będzie oddawała jedynie ok 1,6 kW. O trzecim domku nie ma co mówić. Zjawisko ulegnie zmniejszeniu jeśli byłyby to instalacje trójfazowe gdyż prąd w nich płynący jest trzykrotnie mniejszy. Ale w zależności od długości linii i przy instalacjach trójfazowych również może takie zjawisko wystąpić. Oczywiście oprogramowanie inwerterów przy osiągnięciu maksymalnego dozwolonego napięcia będzie zmniejszało moc oddawaną do sieci, więc co nieco będzie jednak produkowane. Dodatkowo nie wszyscy podłączeni do naszej linii będą produkowali energię. Inne domy będą ją tylko odbierały więc otrzymają ją z naszej instalacji. Nie mniej w skrajnych przypadkach może dojść do wyłączenia inwertera do czasu aż napięcie w sieci spadnie.

Wyjście Hot Water

Wyjście to zazwyczaj jest niezależne od podłączenia do sieci energetycznej. Daje nam możliwość np podgrzewania wody nawet w sytuacji, kiedy nasz inwerter nie jest w stanie oddać do sieci energetycznej ani jednego wata ze względu na podniesione napięcie w sieci. Czy warto? Z całą pewnością nawet jeśli mieszkamy w skrajnie niekorzystnych warunkach fotowoltaicznych możemy zainwestować w coś takiego:

Zamiast ciepłej wody możemy również zasilać klimatyzator. Jest to jak najbardziej logiczne. Kiedy świeci słońce jest gorąco. I klimatyzator może korzystać z darmowej energii produkowanej przez naszą instalację.

Jaką moc instalacji zastosować?

Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Najlepiej policzyć ile zużywamy energii rocznie. Przyjmijmy następujące założenia:

  • Zużywamy w ciągu roku 6000 kWh
  • Pracujemy i nie ma nas w domu do południa
  • Posiadamy instalację o mocy 4kW
  • Instalacja będzie pracowała przez 100 dni w roku z pełną mocą przez 12 godzin
  • Instalacja będzie pracowała przez 100 dni w roku z połową mocy przez 10 godzin
  • Instalacja będzie pracowała przez 100 dni w roku z 25% mocy przez 10 godzin
  • Przez 65 dni instalacja nie będzie praktycznie pracowała

W tak dobrych warunkach nasza instalacja wyprodukuje więc 7800 kWh. Gdybyśmy sami wcale jej nie zużywali tylko oddawali do sieci operatora to przy uwzględnieniu współczynnika zwrotu 0,8 mamy praktycznie prąd za darmo.

Tak pięknie pewnie nie będzie gdyż wraz ze wzrostem temperatury wydajność naszej instalacji maleje. Panele stają się mniej sprawne. I z naszych 4 kW zostaje 3-3,5. A zimą kiedy ich sprawność jest najwyższa dni słonecznych jest mniej i są one krótsze. Ilość godzin pracy też założona jest optymistycznie. Ale około 4000 do 5000 kW rocznie powinna wyprodukować jeśli nie wystąpią niesprzyjające okoliczności w postaci sąsiednich elektrowni.

Podsumowując dla przeciętnego gospodarstwa powinna wystarczyć instalacja o mocy 4kW. Nie będziemy produkować energii nadmiarowo, a powinno starczyć na nasze potrzeby. Uwzględniając sprawność paneli można złożyć inwerter o mocy 3,6kW z panelami o mocy 4kW

Rozliczenia z operatorem

Rozliczenia te odbywają się w cyklu rocznym. Dlatego dobrze wiedzieć ile nasza instalacja wyprodukowała energii. Nasza wiedza będzie większa jeśli inwerter będzie posiadał dobre oprogramowanie. Ale skoro wiemy z dotychczasowych rachunków ile zużywaliśmy energii, z oprogramowania inwertera wiemy ile przesłaliśmy do operatora powinniśmy z grubsza wiedzieć czy i ile przyjdzie nam dopłacić w rozliczeniu rocznym. Jeśli wyprodukowaliśmy więcej energii i nie mamy nic do zapłacenia to super. Ale nadmiarowa energia już przepada. Nie przechodzi na następny okres rozliczeniowy. Niektóre inwertery w swoim oprogramowaniu podają nam aktualny bilans uwzględniając ilość mocy którą pobraliśmy z sieci i tej którą do nie oddaliśmy.

Czy warto zatem stawiać większą moc aby nic nie płacić? Trzeba sobie samemu odpowiedzieć. Każdy kilowat instalacji kosztuje od 4 do 6 tyś złotych. Więc dopłacając na koniec okresu np 300 zł to nadmiarowy kilowat zwróci się po kilkunastu latach. Ideałem było by się tak wstrzelić z mocą aby dopłacać na koniec okresu minimalną kwotę lub wcale. Ale to przecież zależy od tak wielu czynników takich jak ilość dni słonecznych, ilość elektrowni w pobliżu, zapotrzebowania naszego i sąsiadów, że nie jest to do przewidzenia.

Bezpieczeństwo

Na koniec kilka słów o bezpieczeństwie. Na instalacji fotowoltaicznej nie można oszczędzać w tych miejscach gdzie mamy prąd stały. Czyli połączenia pomiędzy panelami, optymizery, podłączenie do inwertera. W Ameryce bitwa o to czy prąd stały czy przemienny jest lepszy trwała pomiędzy Teslą a Edisonem. Edison dyskredytował Teslę ale fakty obroniły teorię. Prąd stały jest ekonomiczniejszy w przesyle, lecz bardziej niebezpieczny. Jeśli w instalacji prądu stałego dojdzie do zapalenia się łuku elektrycznego czli zwyczajnie mówiąc iskrzenia to nie zgaśnie ona dopóki jeszcze coś zostaje z instalacji w której prąd płynął. Jeśli dojdzie do uszkodzenia naszej instalacji może się ona doszczętnie spalić łącznie z naszym dachem. Dlatego w tych instalacjach niezwykle ważna jest jakość wszelkich złącz i jakości wykonania instalacji.

Niektóre z inwerterów mają wbudowany czujnik stanu zwarcia który powinien odłączyć część stałoprądową w przypadku wykrycia pojawienia się łuku elektrycznego. Ale nie chciałbym tego testować.

Podsumowanie

Czy więc cała ta zabawa ma sens? Oczywiście że tak. Koszt instalacji nie jest mały, ale też nie astronomicznie wysoki. Porównałbym to do instalacji gazowej w samochodzie. Najpierw trzeba wydać żeby później przejechać każde 100 km za mniejsze pieniądze. O kwestiach ekologicznych już nie wspominam bo jest to jasne jak słońce świecące na nasze panele. Jeśli tylko zostawimy sobie w tyle głowy wiedzę o tym, że jest to skomplikowany system i zależny od bardzo dużej ilości czynników i możemy zaoszczędzić więcej lub mniej to na pewno będziemy zadowoleni.

Przyszłość

Nie ma wątpliwości co do tego, że obecny wysyp firm oferujących fotowoltaikę związany jest z rządowymi dotacjami. Wielu jest chętnych na rządowe pieniądze. Co będzie kiedy się one skończą? Nie można wykluczyć, że ceny spadną. Ale czy tak będzie to czas pokaże.

Nie ma natomiast pewności czy utrzyma się tak korzystny przelicznik energii oddawanej do pobieranej. Obecne 0,8 jest bardzo korzystne dla nas prosumentów. Ale uwzględniając, że energetyka normalnie notuje 10 % strat mocy w sieci przesyłowej oraz koszty obsługi prosumentów to odbierając od nas energię robi to bez zysku albo nawet ze stratą. Koszty te są kompensowane dla nich zielonymi obligacjami na emisję CO2 ale za kilka lat może się ten współczynnik zmienić na gorszy. Niestety wpłynie to na czas zwrotu naszej inwestycji.

Co robić z popiołem?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się banalnie prosta. W naszej gminie popiół z pieców węglowych odbierany jest wraz z odpadami zmieszanymi.Proste prawda?

Więc skąd i dlaczego systematycznie na jakiejś ulicy pojawiają się kupki popiołu? Ktoś go na ulicę wynosi. A należy tak:

Bierzemy łopatkę i wiaderko:

I wsypujemy do:

Miejsce popiołu nie jest np tutaj:

Można zgadnąć, że autorom pomysłu z wysypywaniem popiołu na ulicę przyświeca cel zasypania dziur w drodze. Ale po pierwsze wszystkich nie zasypią, po drugie równiarka zrobi to lepiej, a po trzecie kiedyś zima się skończy i ten popiół będzie roznoszony przez wiatr, podnoszony przez przejeżdżające samochody, i wielu z nas będzie nim oddychać. O ile samych wysypujących można by nie żałować, to ich sąsiedzi wciągną do płuc sporą część popiołu sąsiada.

Jeśli więc to Wasz sąsiad tak zasypuje dziury, poproście go żeby przestał. To nie pomoże na drogę a zaszkodzi na zdrowiu. Poniżej cytat z naklo24.pl

” Strażnicy miejscy przypominają, że popiół jest odpadem, stąd należy go wrzucać do pojemnika, musi być on jednak zimny. – Wyrzucanie popiołu na drogi czy w inne miejsca jest wykroczeniem. Jeśli w postępowaniu zostanie ujawniony sprawca tego wykroczenia, to nie dość, że zostanie zobowiązany do sprzątnięcia go, to nałożona zostanie na niego kara finansowa, która może wynieść nawet do 500 zł „

A tak informacyjnie bo może niektórym utkwiło, że popiół można a nawet należy wysypywać w ogrodzie.

Nie jest to do końca nieprawdziwa informacja. Ale musi to być popiół drzewny np z kominka. Jest to nawet cenny nawóz gdyż zawiera sporą ilość wapnia, potasu i fosforu.

wp.dom

Może być z powodzeniem stosowany jako nawóz pod drzewka owocowe, warzywnik, rabaty kwiatowe czy nawet trawnik gdzie niszczy mech. Jako że zawiera sporą ilość wapnia nie należy go stosować dla roślin kwasolubnych takich jak borówka wrzosowate czy różaneczniki. Bezpieczna dawka to 1-3 kg na 100 m2. Można wówczas znacznie ograniczyć wapnowanie.

Ale w żadnym wypadku popiół ze spalania węgla czy innych śmieci. Więcej rozsądku.

Psy w Murowańcu

Po przeprowadzce do Murowańca nawet ci którzy w mieście nie czuli potrzeby posiadania zwierząt, teraz taką poczuli. Natomiast ci którzy psy już mieli, albo są ich wielbicielami po przeprowadzce na wieś dochodzą do wniosku, że teraz ich pupil dopiero będzie szczęśliwy. Oczywiście właściciele również.

Ci którzy psa nabyli ze względu na mieszkanie na wsi zazwyczaj stawiają im budy. Bo jak mieszkać na wsi bez psa? Przecież ktoś musi domu pilnować.

pobrano z coalpe

Inni są bardziej wyrozumiali dla stworzenia. Co się będzie stworzenie męczyć w budzie. Zrobimy wybieg.

kurier lubelski

Psów więc w naszej miejscowości jest naprawdę dużo.Wielu z naszych mieszkańców na wsi czuje się panami na włościach. Przekonani o własnych prawach zgodnie z zasadą „wolność Tomku w swoim domku”. Czasami po prostu szkoda tych zwierząt. Właściciele całym dniami w pracy. Po powrocie jedno na co starcza czasu to dać psu jeść. I te biedne stworzenia są praktycznie same całymi dniami. Zwłaszcza zimą. Powoli dziczeją.

No i pamiętajmy że nie każdy jest ich wielbicielem, a niektórzy nawet ich nie lubią. Poza tym pamiętać należy, że na wsi obowiązują te same przepisy dotyczące zwierząt co w mieście. I mając tu „rancho” nikt nie jest ponad prawem. A często się zdarzają widoki świadczące,ze nie wszyscy są tego świadomi i o tym przekonani.

Często możemy się o tym przekonać. Jako przykład podam siebie. Wybrałem się na Noworoczny spacer. Zbliżając się do kanału zobaczyłem psa pędzącego w moim kierunku i wściekle ujadającego. Psów się nie boję jednak rozejrzałem się za czymś grubszym bo stworzenie było naprawdę spore.

Za chwile z odległości kilkudziesięciu metrów grupka spacerowiczów zaczęła wołać psa który dopiero po chwili niechętnie wrócił. Niewiele mnie obchodzi, że ten pies jeszcze nikogo nie ugryzł. Nie przemawiają do mnie takie tłumaczenia. Stres był mój.

Nie zapomnę sytuacji kiedy przegoniłem psa z mojej działki a jego właścicielka ze stoickim spokojem powiedziała ” to się ogrodź”. Coś tu chyba jest na głowie postawione. Więc pies może sobie biegać gdzie chce, a jak mi przeszkadza to mam się ogrodzić?

Innym razem mogłem oglądać, jak pies gonił sarnę, która uciekała przez puste działki w kierunku lasu. Wydaje się że tym razem jej się udało, ale znany jest przypadek w Murowańcu znalezienia zagryzionej sarny. Właściciela psa nie było w zasięgu wzroku. Czy naprawdę można być tak bezmyślnym, aby mając psa myśliwskiego puszczać go luzem? Jak widać można. Nie są nam potrzebne takie widoki:

haloursynow.pl

Czasami zdarzają się przypadki kiedy trafią się dwa psy chodzące luzem,i się ze sobą złapią. Gdyby nie ból tych zwierząt które częstokroć się poranią, można by mieć niezły ubaw z reakcji ich właścicieli. Choć oboje są winni bólu swoich psów. A w kłótniach właściciel mniejszego przekonuje, że to ten większy powinien być w kagańcu i na smyczy. Jak powinno być? Wiadomo.

Tu też mogę posłużyć się przykładem. Niemal codziennie rano ulicą Sokolą jechał pan na rowerze, a sporo przed nim biegł pies. Pan po prostu nie nadążał. Oczywiście pies bez smyczy. Ponieważ moje odgrodzenie było na etapie budowy to pies bez przeszkód wbiegał na teren mojego ogródka obiegał dom niszcząc czasami to i owo i wybiegał z drugiej strony. Jak go kiedyś pogoniłem to właściciel sprawiał wrażenie obrażonego. Sytuacja taka trwała do czasu aż ten szalejący pies wpadł pod jadący samochód. Auto nie jechało szybko bo jakie mamy drogi wiadomo, ale dyskusja pomiędzy panami byłą ciekawa.

I ostatnia sprawa.

Wiadomo że jak stworzenie coś zje, to to coś musi z niego wyjść. Tak już ssaki są stworzone.

Ale pamiętajmy, że nie mieszkamy tu sami. Jeśli pies ma budę czy wybieg, to tam też należy posprzątać. Macie sąsiadów i nie jest im przyjemnie z faktem, że do płotu nie można się zbliżyć bez maski przeciwgazowej.

Czasami chcecie zaoszczędzić na sprzątaniu, lub też lubicie spacery. Dlaczego nie wziąć ze sobą psa? Oczywiście, że tak. Przyjemniej będzie zarówno właścicielowi jak i stworzeniu. Ale zupełnie nie rozumiem faktu, że skoro w moim sąsiedztwie są dwie puste działki to mam nasrane przed samą furtką.

Za chwile w Murowańcu będzie wyglądało jak w mieście. Poczekajmy jak spadnie śnieg. A po jego stopnieniu okaże się, że strach na kępę trawy stanąć bo tam może być mina.

Nie mam nic przeciwko psom. Ale szanujmy przepisy, a przede wszystkim zasady dobrego współżycia. Nasza wolność musi kończyć się tam gdzie zaczyna ograniczać wolność innych. Jeśli trzymamy psa na podwórku, to dbajmy o czystość aby sąsiedzi nie cierpieli. Jeśli wychodzimy z nim na spacer to na smyczy. A że pies musi się załatwić to wiadomo. Ale nie musi podlać czyichś krzewów posadzonych przed ogrodzeniem, i nie musi zostawić miny na wprost furtki.

Drzewa umierają stojąc.

Tytuł sztuki Alejandro Casona która nie miała wiele wspólnego z drzewami okazał się tak trafiony, że jest do dziś chętnie powielany. Nasze małe drzewka również umierają i jak wszystkie drzewa stojąc.

W 2017  wzdłuż ulicy Łochowskiej zostało posadzonych blisko 150 drzewek. Chyba wszyscy się ucieszyli i mieli nadzieję,  że za parę lat zrobi się piękna aleja klonowa. Drzew zaczyna w Murowańcu i okolicach brakować więc inicjatywa super. Niestety tegoroczna wiosna która jest najbardziej suchą wiosną od ponad 20 lat, oraz równie suchy początek lata sprawił, że drzewa zaczęły umierać. Do tego kilka huraganowych wiatrów które naruszyły palikowanie i mamy taki oto obraz.

Trochę roboty wandali których przecież w Murowańcu jest trochę:

I zaczyna to nie najlepiej wyglądać. A przecież wygląd tej ulicy świadczy o nas. Mieszkańcach Murowańca. Posadzone są przy głównej drodze i wszyscy przejeżdżający  je oglądają. Chyba nie należy dopuścić do tego aby wyglądało to tak jak w pobliskim Łochowie gdzie drzewa posadzone przy ścieżce rowerowej wyglądają tak:

Jest jeszcze szansa na ich uratowanie. Z końcem maja 2018  Urząd Gminy rozmawiał z  OSP Białe Błota w sprawie  podlania drzewek.  W czerwcu zostały podlane  co z pewnością uratowało część z nich. Interweniowaliśmy również w tej sprawie. Dziękujemy. Ale tegoroczne warunki są tak trudne dla roślin że bez naszej pomocy zginą. Niektórzy mieszkańcy słusznie potraktowali posadzone drzewka jako darmową ozdobę ich posesji, i pięknie to wykorzystali:

Inni nie dbają o to a szkoda, a jeszcze inni wręcz niszczą przysypując gruzem i śmieciami:

Może znajdzie się we wsi parę osób które poświęcą np dwie godziny i wspólnymi siłami poprawimy wygląd tych drzewek? Naprawdę nie trzeba dużo. Wystarczy młotek, śrubokręt i taker.  A może ktoś byłby skłonny zaadoptować kilka drzewek i zająć się nimi ? Wielu z nas ma już swoje ogrody zrobione i cieszy się nimi. Może starczy czasu aby zająć się tymi drzewkami dopóki nie podrosną?

Zadziwiający jest fakt, że spora ilość drzewek jest w naprawdę dobrym stanie. Trochę kosmetyki i za parę lat będą miały spore korony. Będą ładnie wyglądały latem a jesienią jak to klony pięknie się przebarwią.W najgorszym stanie jest ciąg drzewek w okolicach przystanku przy Kalinowskiego i dalsze za Agatową.

Zrobiliśmy inwentaryzację tego co jest  i tak:

  •  ogólnie drzewek jest 147
  • na odcinku Granitowa – Diamentowa na 62 drzewka 4 są zdecydowanie suche a klika w ciężkim stanie ale powinno dać się uratować
  • na odcinku Diamentowa – Szkolna 11 z czego jedno złamane
  • Szkolna -Kolibra 22 wszystkie żyją choć część w ciężkim stanie
  • Kolibra- Ptasia 9 stan jak wyżej
  • Kalinowskiego – Agatowa drzewka w bardzo złym stanie. Może część się uda uratować jeśli pogoda się poprawi ale szanse niewielkie. Dwa zdecydowanie suche
  • Agatowa i dalej w stronę Łochowa 16 drzewek z czego cztery już uschły

Podsumowując na 143 drzewka już uschło 11 a będzie ich więcej jeśli nie otrzymają pomocy. Sądzę, że jeśli im pomożemy to się odwdzięczą. A ich chęć życia jest ogromna co widać na poniższym zdjęciu:

Korona uschła ale od korzeni dzikie pędy wychodzą.

UWAGA ZAGROŻENIE POŻAROWE

W Murowańcu zapaliły się trawy. Nikomu nic się nie stało, a pożar został opanowany we własnym zakresie. Ale niech te zdjęcia uświadomią nam, że następnym razem może być gorzej.

Niemal każdy z nas choć raz w życiu przechodził szkolenie p-poż i chyba czas sobie przypomnieć choć podstawy. Przede wszystkim żadnego otwartego ognia. Odpuśćmy sobie ogniska i pozostańmy przy grilach. Uwaga tez na niedopałki. Trawy są tak suche że zapalą się od najmniejszej iskry. Ostrożnie również przy pracach budowlanych. Iskry spod przecinarki zapalą suchą trawę bez najmniejszego problemu. Więc przede wszystkim rozsądek, rozsądek i jeszcze raz rozsądek. I uświadommy dzieciom zwłaszcza tym starszym, że to nie żarty. Wszyscy rodzice są przekonani, że ich dzieci są mądre i spokojne, ale kiedy rodzice nie widzą maszerują grupą  nad kanał z piwem i papierosami. I pomysły mają naprawdę przeróżne. Warto wiec zrobić również w domu akcję uświadamiania niebezpieczeństw.

Pewnie część mieszkańców pamięta, że ledwo dwa lata temu mieliśmy dość groźny pożar traw w Murowańcu. Zapaliły się od iskier spadających ze słupa elektrycznego. Pożar objął obszar od Jastrzębiej pomiędzy Bocianią a Spacerową do kanału. Mieszkańcy domów nad kanałem walczyli przy pomocy zwykłych węży ogrodowych i łopat, a z domu przy Jastrzębiej mieszkańcy wspólnie wypychali samochody na ulicę bo pożar podchodził już pod ogrodzenie.  Omal nie spłonęły trzy domy.

Dziś po tamtym pożarze pozostały tylko ślady na drzewach na łące przy kanale.

Ale ta łąka którą widać na zdjęciach była czarnym pogorzeliskiem.

Sytuację opanowały dopiero cztery wozy Straży Pożarnej.  Strach pomyśleć co by było gdyby wiatr przerzucił iskry na drugą stronę kanału. Tam jest duży obszar leśny.

Na wszelki wypadek sprawdźmy również gdzie w naszej okolicy są hydranty. Na długo zapamiętam obrazek gdy w czasie pożaru strażak zapytał ” Gdzie jest hydrant?” i z pośród kilkunastu osób nikt nie wiedział. To nic nie kosztuje żeby wiedzieć.

Nie ma się co oszukiwać. Jest susza. Wiosna i początek lata według IMGW jest najbardziej suchy od ponad 20 lat. Nie pada tygodniami. Poziom wody drastycznie spada, i sucho jest tak, że usychają nawet chwasty. Swoje ogrody podlewamy, ale jeśli za płotem jest pusta działka to jest ona dla nas zagrożeniem w razie pożaru.

To że na mapie pogody dla Murowańca widać pojedyncze zielone kreski na poniedziałek to nie znaczy że naprawdę popada.  Więc nie lekceważmy zagrożeń  i  nie udawajmy że nas one nie dotyczą. Mieszkając na wsi jesteśmy znacznie bardziej narażeni na tego typu zagrożenia jak w mieście. Tu jest to prawdziwe.

Tamten pożar dał jeszcze jedną refleksję. Zdarzali się ludzie którzy przyjeżdżali samochodami z dziećmi żeby sobie pożar obejrzeć i dzieciom pokazać. Skrajna głupota. Doszło do tego,  że zatarasowali przejazd wozów strażackich do hydrantów. Jeśli dla nich była to frajda to pozostaje ich tylko żałować. Gdzie współczucie i pomoc dla ludzi którzy drżeli o swoje domy?  Ciekawość i frajda. Żenujące. Dobrze, że była również grupa która stawiła się z wiadrami, łopatami i tym kto co miał aby pomóc. Dla tych szacunek.

 

Turniej Piłki Siatkowej 2018

16 czerwca 2018 został rozegrany pierwszy Turniej Piłki Siatkowej o puchar Prezesa Stowarzyszenia Nasz Murowaniec.

Puchar ufundowało oczywiście Stowarzyszenie, okolicznościowe dyplomy wydrukowała firma Fractal, a nagrody rzeczowe restauracja  Gusto. Wszystkim pięknie dziękujemy.

W turnieju wzięły udział 4 drużyny. Stowarzyszenia, Przedszkola Korona, Parafii i Młodzieżowa – Pazdanki . Turniej rozgrywany był wg zasad piłki plażowej czyli do dwóch wygranych setów w alce do 21 punktów. Ponieważ pogoda dopisywała, było ciepło, bezwietrznie i bez słońca drużyny zrezygnowały ze zmiany stron co 7 punktów. Wylosowano pary i do boju. W pierwszym meczu zmierzyły się drużyny Stowarzyszenia i Przedszkola. Pierwszy set Przedszkole wygrało wyraźnie bo do 17 . To chyba ich nieco uśpiło bo drugiego przegrali do 10. Rozstrzygał więc trzeci set. Ten do połowy toczył się równo ale przy stanie 11:10 Stowarzyszenie odskoczyło na kilka punktów i nie oddało prowadzenia do końca wygrywając 21:16.

W drugim meczu zagrały Pazdanki  z Parafią.

Dziewczyny zostały zjedzone przez nerwy. I pomimo że utrzymywały kontakt punktowy do połowy seta to pierwszego przegrały wyraźnie do 15.  W drugim podobnie jak w pierwszym równowaga utrzymywała się do stanu 9:8 dla dziewczyn. Ale potem kompletnie siadło przyjęcie zagrywki i seta zakończył się wynikiem 21:9 dla Parafii.

Nastał czas na regenerację sił przed finałami i nieco relaksu:

A potem mecz o trzecie miejsce. Pazdanki zaczęły mocno, i nie odpuszczały ani o punkt. Przez cały set nikomu nie udało się wytworzyć przewagi, a set zakończył się zwycięstwem Pazdanek 22:20. To je chyba jednak nieco uśpiło bo następnego oddały do 9. Trzeci był już bardzo wyrównany. Kiedy przedszkole odskoczyło na 18: 14 wydawało się że już po wszystkim ale Padanki jeszcze raz się zerwały i doprowadziły do wyrównania 19:19. Wszystko rozstrzygało się w końcówce. Ale Padanki chyba przestraszyły się, że mogą wygrać. Dużo przebić z pierwszej piłki, dwa błędy w przyjęciu i Przedszkole wygrało 21:19.

Rozpoczął się mecz finałowy  Stowarzyszenie-Parafia:

Stowarzyszenie zaczęło słabo bo od 0:2 ale już po chwili było 3:3. Potem znów Parafia odjechała na 6:9 potem wyrównanie 11:11. Stowarzyszenie systematycznie zaczęło powiększać przewagę aby zakończyć seta 21:17. W drugim secie kluczem była zagrywka. Tym elementem Stowarzyszenie ustawiło seta na początku doprowadzając do wyniku 7:0. Kolejni zawodnicy wchodzący na zagrywkę poprawiali wynik i set zakończył się wynikiem 21:7.

Zwycięzcą pierwszego turnieju został więc jego organizator.

Ale najważniejsze, że zabawa była przednia. Pomimo, że zawodnicy większości drużyn nie mieli możliwości ze sobą trenować poziom chwilami był całkiem dobry. Gdybyśmy mieli zmontować drużynę sołectwa naprawdę byłoby z czego.

A że turniej miał za zadanie głównie integrować mieszkańców, i zapewnić nieco rozrywki więc w przerwach wszyscy wciągali pyszne wypieki naszych Pań i chwalili na wszystkie sposoby.

Impreza organizowana przez Stowarzyszenie, jak zawsze zapewniła przyjemną atmosferę i nieco relaksu . Ponieważ odbyła się w czasie zbliżonym do 19 czerwca czyli rocznicy Bitwy pod Murowańcem warto utrzymać ją jako wydarzenie cykliczne. Chciałoby się doczekać tego, że będziemy rozgrywać eliminacje przed turniejem zasadniczym. Tylu będzie chętnych. Do zobaczenia za rok.

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć:

 

Dzień Dziecka 2018 Murowaniec

Dzień Dziecka organizowany przez Sołtysa i Radę Sołecką jak co roku zgromadził sporą grupkę dzieciaków. Pogoda dopisała,  firma zapewniająca atrakcje stanęła na wysokości zadania więc wszystko było jak trzeba. Czyli dzieciaki miały frajdę.

Oczywiście największą frajdę sprawiło pojawienie się wozu Straży Pożarnej z Białych Błot

I przy 30-sto stopniowym upale rozpylenie ściany wodnej. Uciechom nie było końca.

Dużym zainteresowaniem cieszył się też konkurs strzelania bramek. Chyba nasi najmłodsi byli lepsi od reprezentacji kraju. Przynajmniej tak wyglądało. Może kiedyś większą radość nam sprawią niż dzisiejsi reprezentanci.

Zabawa spycharko- koparką  też sprawiała dużo frajdy:

Ogólnie fajna zabawa zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych.

Zapraszam do oglądania galerii zdjęć

 

Był taki dzień Boże Ciało 19 czerwca 1919

Niedługo już po raz 99 obchodzić będziemy rocznicę bitwy, którą stoczono pod naszą wsią. Warto przy tej okazji przypomnieć, co to była za bitwa i kto w niej walczył.

Opisywane wypadki rozegrały się w święto Bożego Ciała, w nocy z 18 na 19 czerwca 1919 roku.

Ale najpierw sytuacja geopolityczna. Niemcy przegrywali wojnę. Do końca 1918 powstańcy opanowali znaczną część obecnego województwa poznańskiego. W polskich rękach znalazły się Poznań, Gniezno, Śrem. Do połowy stycznia 1919 oddziały powstańcze kosztem wielu zabitych i rannych opanowały bliskie nam miejscowości jak  Szubin czy Kołaczkowo. Miejscowości te kilkukrotnie przechodziły z rąk do rąk aby wreszcie na początku lutego pozostać w rękach powstańców.  16 lutego został podpisany rozejm w  Trewirze. Zgodne z jego ustaleniami przez Kanał Notecki przebiegała linia demarkacyjna. Układ ten pomiędzy Niemcami a państwami Ententy w swym założeniu wymuszał zakończenie walk na frontach Powstania Wielkopolskiego i tworzył tymczasową granicę między terenami objętymi powstaniem, a tymi wchodzącymi jeszcze w skład Niemiec. Na początku lutego 1919 roku sytuacja na froncie przedstawiała się następująco:

Ale chyba nikomu nie zależało aby taki stan utrzymał się dłużej. Niemcy chcieli odzyskać ziemie Wielkopolski a stronie polskiej jednak bardzo zależało na odzyskaniu wszystkich ziem, które od 1772 roku, a więc na prawie 150 lat, znalazły się pod pruskim panowaniem. Zdecydowanie najważniejszą miejscowością na tych ziemiach była Bydgoszcz – jedno z największych i najludniejszych miast byłego Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Armia Wielkopolska, chcąc opanować Bydgoszcz liczyła nie tylko na zdobycie dawnych piastowskich ziem. Powstańczy sztab zamierzał też zdobyć uzbrojenie i zaopatrzenie, które zwożono pociągami z całego Cesarstwa do Bydgoszczy, by następnie rozdzielić je między jednostki niemieckie zwalczające powstanie. Polacy mogliby dzięki temu nie tylko wzmocnić swe siły, ale także poważnie osłabić Niemców, gdyż strata Bydgoszczy, jako dużego węzła kolejowego byłaby dla nich ogromną klęską.

Dowództwo powstańcze zdecydowało więc o wykonaniu zwiadu na obszarze Murowaniec-Trzciniec, którego celem byłoby „otwarcie drogi na Bydgoszcz”. Wszystko miało się rozpocząć w nocy od zdobycia trzech mostów na Kanale Noteckim, by móc przeprawić własne siły na drugi, niemiecki, brzeg.

Do tego zadania wyznaczono 10 Pułk Strzelców Wielkopolskich, z czego przewidywano, że pierwszy batalion tego pułku weźmie bezpośredni udział w walkach o mosty, pozostałe dwa zaś będą go ubezpieczać. Wojska powstańcze tworzyły już wtedy regularną armię – świetnie wyszkolone, dobrze wyposażone i karne jednostki, który w 1920 roku, w czasie Bitwy Warszawskiej miały stanowić elitę sił Rzeczypospolitej. Nosili oni szare mundury z czerwonymi obszyciami i wysokie rogatywki z charakterystycznymi „treflami”. Stopnie wojskowe oznaczano zaś wyjątkowo nie na naramiennikach, a mankietach kurtek i płaszczy. Na uzbrojeniu powstańców znajdowały się zaś praktycznie wszystkie karabiny, jakie brały udział w zmaganiach I wojny światowej, najwięcej jednak było wśród nich tzw. „długich” mauserów, choć występowały też mosiny i manlichery.

 

 

Atak Polaków poprzedził ostrzał artyleryjski pozycji niemieckich. Batalion w walce wspomagał samochód pancerny Erhardt, wyposażony w karabiny maszynowe.

Wartym odnotowania jest fakt, ze dowódca batalionu – kapitan Bernard Śliwiński – w czasie walk dowodził z… konia! Niestety, batalion miał zbyt małe siły, by pokonać oddziały Grenzschutzu (niemieckiej straży granicznej), które strzegły przeprawy. Bydgoszcz musiała poczekać na wyzwolenie spod niemieckiego jarzma aż do 20 stycznia 1920 roku. W bitwie poległo w sumie 15 powstańców, kilku zaś dostało się do niemieckiej niewoli.

Warto odnotować fakt, że jeden z nich – zmarły z ran w niewoli anonimowy powstaniec – spoczywa obecnie pod pomnikiem Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego na rondzie bernardyńskim w Bydgoszczy.

Pomnik ten w okresie II Rzeczypospolitej był jedynym, obok warszawskiego, monumentem upamiętniającym nieznanych żołnierzy.

W okresie międzywojennym wyglądał tak jak na tym zdjęciu z Gazety Pomorskiej:

Oczywiście został w czasie okupacji zniszczony i odbudowany w 1946 roku. Następnie w związku z przebudową ulicy Bernardyńskiej był przeniesiony. W jego obecnym wyglądzie został odsłonięty w 68 rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego – dnia 27 grudnia 1986 roku. Prezydent Bydgoszczy Władysław Przybylski odsłonił pomnik.

Obecnie na dawnym polu bitwy można oglądać resztki okopów – teraz już tylko płytkie zagłębienia w ziemi. Dalej istnieją też przypory mostów, o które dzielni żołnierze walczyli w Boże Ciało 1919 roku.

Te w ciągu ulicy Patrolowej są większości mieszkańców dobrze znane ze względu na dzikie kąpielisko.

Ale oprócz tego są pozostałości mostów w ciągu ulicy Jaskółczej

i Rowiec

W Murowańcu upamiętnia ich Skwer Powstańców Wielkopolskich i tablica pamiątkowa ufundowana w 2016r  znajdująca się na cokole figury tam umieszczonej.

Pozostałości z okopów najlepiej zachowane są w okolicach środkowego mostu ale ze względu na porastającą roślinność i tak trudno jest po niemal 100 latach je wyszukać.

W walkach pod Murowańcem polegli:

szer. Wawrzyn Borchowski

kap. Adolf Cyms Alojzy (ur. 20.04.1897 r. w Pawłowie) z Pawłowa

kap. Walenty Grześkowiak (ur. 11.02.1892 r. Myszki, pow. Gniezno), zam. Złotniki Kujawskie

szer. Feliks Kaczmarek (ur. 27.05.1900 r. w Konarzewie)

szer. Antoni Kmieciński (ur. 14.02.1902 r.)

st. sierż. Leon Knappe (ur. 28.06.1890 r. w Ostrzeszowie)

szer. Stanisław Kowalski (ur. 1.11.1896 r.)

szer. Lewandowski

 szer. Michał Maciejewski (ur. 22.09.1901 r. w Poznaniu), zam. Żabikowo

kap. Józef Perz (ur. w Nojewie, pow. Szamotuły)

szer. Ignacy Pilarski (ur. 27.07.1900 r. w Będlewie), zam. Będlewo

plut. Wincenty Rainsch (ur. 11.07.1891 r. w Swadzimiu), syn Ignacego i Antoniny Skóry

kap. Stanisław Szafarkiewicz (ur. 3.03.1888 r. w Borucinie)

sierż. Roman Szymański (ur. 14.01.1891 r. w Rydlewie)

Zwróćcie uwagę że  ginęli młodzi ludzie. Urodzeni w XX wieku mieli po 18 lub 19 lat. Inni przed trzydziestką. Takie były czasy. A na co my narzekamy?

Że rząd nam źle robi? Że drogi nierówne? Że lamp brakuje? To wszystko ważne w naszych czasach pokoju i stabilizacji. Ale nie zapominajmy że nie zawsze tak było i wielu oddało życie abyśmy mogli narzekać. Więc pamiętajmy o nich, i o tych czasach niepokoju. Zwłaszcza, że nasza miejscowość i okolice tak bardzo zapisały się w krwią w czasie tej wojennej zawieruchy.

Pamięć o tamtych bohaterach jest podtrzymywana przez działające Młodzieżowe Koło Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919 w Murowańcu, które jest co roku organizatorem obchodów rocznicowych.

Trzeba mieć nadzieje, że pamięć o tym i innych bojach powstańczych nie zginie, lecz będzie kultywowana przez potomków tych, o których wolność powstańcy walczyli.

Pamiętajmy też, że Powstanie Wielkopolskie i II Powstanie Śląskie to jedyne w XX wieku powstania zakończone sukcesem. Aż szkoda że tyle się mówi i pisze o przegranych walkach Powstania Warszawskiego pomijając milczeniem inne gdzie również ginęli Polacy wygrywając. Powstanie Wielkopolskie od 1919 roku z przerwą na okupację niemiecką  1939-1945 na stałe przyłączyło te ziemie do Rzeczpospolitej. Cześć pamięci bohaterom.

Miejsce wiecznego spoczynku poległych powstańców znajduje się na cmentarzu Nowofarnym przy ul Artyleryjskiej. Pamiętajmy o tym i zapalmy świeczkę będąc przypadkiem w tym miejscu.

Fotografie miejsca pochówku zabitych w bitwie pod Murowańcem za TPPW:

 

Inne artykuły o tej bitwie:

Tekst TPPW

Solidarni 2010

Wykaz mogił powstańców

Dowódca operacji kpt. Bernard Śliwiński był w okresie międzywojennym prezydentem Bydgoszczy. Zmarł w oflagu w Neubrandenburgu 18 grudnia 1941 r. Całe swoje życie poświęcił Polsce.

Z jego życiorysem możemy zapoznać się tutaj

Na jego cześć w Bydgoszczy jest ulica jego imienia:

 Sebastian Tauer

 

 

Ekologia wersja Białe Błota

Od dłuższego czasu docierają informacje o zalewaniu działek w Kruszynie, Lipnikach i Murowańcu. Z pewnością wielu z nas widziało np zalaną do połowy ulicę Łąkową w Kruszynie czy Jaśminową w Lipnikach. Niestety tłumaczenie, że miniony rok był bardzo mokry jest błędem. Owszem był mokry, ale ilość opadów pozwoliła na powrót wód gruntowych prawie do normalnego ich poziomu. Pamiętać trzeba, że lata 2014 – 2016 były latami bardzo suchymi. Stawik przy Sokolej przecież niemal wysechł. A sprzedaje się działki na terenach na których nie powinno się budować wcale, lub jeśli chce się je przeznaczyć na tereny mieszkaniowe osuszyć. Ale to trzeba by zrobić w sposób profesjonalny budując meliorację i nowe rowy do odprowadzania wody. A skoro się tego nie robi to ludzie którzy nie sprawdzili być może dokładnie warunków  budują się tak:

Co więc robią inwestorzy? Ano zasypują naturalne bagienka, małe  stawiki rowy i wszystko co im przeszkadza w budowie. Ale woda jest takim medium z którym trudno wygrać. Wypędzona z jednego miejsca pojawia się w innym. W miejscach w których wody nie było nagle się pojawia w sposób brutalny tak jak na zdjęciach:

Zasypywanie naturalnych zbiorników wodnych obecne trwa w najlepsze. Ale najgorsze jest to czym są zasypywane. Znaleźć tam można wszystko. Śmieci komunalne, gruz, papę, styropian, stare graty słowem wszystko. Mieszkańcy wielokrotnie interweniowali w Urzędzie Gminy czy na Policji. I niestety nikt z osób odpowiedzialnych się tym nie przejął. Szczytem bezczelności ze strony władz była odpowiedź do zgłaszającego wysypywanie śmieci że ” To jego działka niech robi co chce” . Wobec tego szukamy chętnych do składowania na swojej działce obornika z kurzych ferm w Cielu, a może odpadów nuklearnych. Pozostaje pytanie czy referat ochrony środowiska w urzędzie jeszcze istnieje?  Chyba nie.

Problemy są więc dwa:

  1. Gospodarka wodna. Brak w gminie pomysłu i  chęci na kompleksowe rozwiązanie gospodarki wodnej. Wyznaczenia stref naturalnych zbiorników pełniących funkcję retencyjną i  dbałości o rowy melioracyjne. Dopiero w bieżącym 2018 roku ogłoszono przetarg na konserwację tychże, ale w dalszym ciągu nie wiadomo jak rozwiązać sprawę tego co już zostało zniszczone.
  2. Ekologia. Dopuszcza się do zasypywania rowów i zbiorników czym się da, nie wykorzystując podstawowych swoich uprawnień. Co można mówić o referacie ochrony środowiska który dopuszcza do sytuacji takich jak w poniższej galerii zdjęć, pomimo monitów mieszkańców.

Kruszyn 1

Ostatnim newsem jest informacja, że jeden z inwestorów który skutecznie zaśmiecił grunty dostał od Policji nakaz przywrócenia stanu poprzedniego. Gratulacje i nagana. Dlaczego tylko jeden??